czwartek, 14 marca 2013

Dowódca Suwalskiej Brygady Kawalerii


Generał Brygady Adolf Mikołaj Waraksiewicz został mianowany dowódcą 4 Brygady Kawalerii z siedzibą w Suwałkach, którą niebawem przemianowano na Suwalską Brygadę Kawalerii. W jej skład wchodziły: 3 pułk szwoleżerów z Suwałk ppłk. Zdzisława J. Kwiatkowskiego, 1 pułk ułanów Krechowieckich z Augustowa ppłk. dypl. Józefa Smoleńskiego, 2 pułk ułanów Grochowskich z Suwałk płk. Wincentego Jasiewicza oraz 4 dywizjon artylerii konnej z Suwałk ppłk. Jana Dunin- Wąsowicza. Szefem sztabu brygady został mianowany mjr Witold Święcicki. Generał Waraksiewicz był zadowolony z nowej nominacji. Miał w „swojej” brygadzie dwa pułki, którymi niegdyś dowodził, no i oczywiście ulubiony 2 pułk ułanów Grochowskich. Sztab brygady pracował usilnie nad ujednoliceniem wyszkolenia wchodzących w jej skład jednostek. Generał z charakterystyczną dla siebie energią zabiegał o należyte wyposażenie i stworzenie z tak znakomitych pułków zgranej całości — doskonałej wielkiej jednostki taktycznej. Przywiązywał ogromną wagę do ujednolicenia maści koni poszczególnych pułków. A.J. Dąbrowski, w opublikowanych na łamach londyńskiego „Przeglądu Kawalerii i Broni Pancernej” (nr 44/1966), „Wspomnieniach z praktyki w 2 Pułku Ułanów Grochowskich” napisze dobrotliwie o Suwalskiej Brygadzie Kawalerii i jej dowódcy: „...W ogólecała brygada była małą, ale bardzo piękną jednostką i gen. Waraksiewicz słusznie mógł byś z niej dumny”. Przywiązywał też uwagę do wyszkolenia w poszczególnych szwadronach. Podczas przeglądów, których dokonywał dość często, sprawdzał wszystkie działy wyszkolenia jak: jazdę konną, służbę połową, strzelanie, władanie białą bronią, woltyżerkę, musztrę pieszą, a nawet regulaminy służby wewnętrznej i wiedzy z zagadnień oświatowych i społeczno-politycznych. Często sam odpytywał żołnierzy, starając się czasami zadawać pytania „...z zaskoczenia”. Taki swoisty egzamin przypomina, w drugim tomie niepublikowanej pracy zatytułowanej „W Wojsku Polskim 1921-1930”, a przechowywanej w Archiwum Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie — wielokrotnie już cytowany — płk. Mitkiewicz. Opisuje on inspekcję 2 szwadronu 2 pułku ułanów Grochowskich. „ W pięć minut po tym w świetlicy szwadronowej zebrany był cały szwadron i weszliśmy tam z generałem Waraksiewiczem, płk. Jasiewiczem i szefem sztabu brygady majorem Sołtanem. Zaczęło się pytanie poszczególnych ułanów. Pytania zadawał sam Generał, wywołując kolejno na wyrywki ułanów. Pytania były bardzo dostępne, a odpowiedzi dobre. Nagle Generał wywołuje najlepszego mego ucznia ułana Jana Gromadzkiego, urodzonego Warszawiaka, z nad Wisły... i pyta się go obcesowo: „A co będzie, jeśli ja teraz dam tobie w pysk? Ha?” Ułan Jan Gromadzki zbladł, po czym poczerwieniał, znowuż pobladł i zwrócił przerażone oczy na mnie jakby szukając ratunku. Wytrzymałem umyślnie twardo i długo jego błagający wzrok, jakby mówiąc mu: „Odpowiedz tak, jak ja ciebie uczyłem!” Głucha cisza zapadła w świetlicy. Cały szwadron z zapartym oddechem czekał na odpowiedź Gro- mackiego. Ułan Gromadzki stał wyprężony jak struna, z rękami przepisowo przyłożonymi do szwów spodni. Pot ukazał się na jego czole... „Panie Generale, nas uczył nasz Pan Major, dowódca szwadronu, że w wojsku polskim nie wolno bić żołnierzy. nareszcie rozległy się z trudem wypowiedziane słowa ułana Gromadzkiego. Z natężeniem patrzyłem na wyraz twarzy Generała. W oczach jego odmalowało się wielkie zdumienie i jakby zakłopotanie, ale bynajmniej nie niechęć. Z kolei spojrzał on na mnie i powiedział spokojnym głosem Gromadzkiemu: „Nu wot, dobrze, że słuchacie waszego dowódcy on mądrze was uczy!” Generał następnie zmienił temat pytań, zadał ich kilka, pożegnał się ze szwadronem i wyszedł”. Takie „egzaminy” zarządzane przez gen. Waraksiewicza nie należały bynajmniej do rzadkości. Zgrywanie współdziałania poszczególnych pułków w jednolity organizm, o którym wyżej była mowa, osiągano głównie na letnich ćwiczeniach. W 1930 r. Suwalska Brygady Kawalerii wyruszyła na letnie ćwiczenia w rejon Skidla. Tam, w małym kresowym miasteczku, ulokował się sztab brygady, jak i dowództwo 2 pułku ułanów Grochowskich. Ćwiczenia miały udoskonalić sposoby współdziałania pułków kawalerii z piechotą, bronią pancerną i artylerią. Nie zapominano też przy tym o wyglądzie zewnętrznym, o poszanowaniu tradycji. W dniu 26 sierpnia, w dzień Matki Boskiej Częstochowskiej, uroczyście obchodzono święto pułkowe 2 pułku ułanów Grochowskich. Dzięki mjr. A.J. Dąbrowskiemu zachował się opis tej uroczystości: „...W dniu swego święta, 2 pułk ułanów stanął konno w szyku rozwiniętym, frontem do ołtarza polowego, wzniesionego na ogromnym ściernisku, u wylotu miasteczka Skidel. Las proporczyków biało-granatowych powiewał na lekkim wietrze nad wyrównanymi szwadronami, białe otoki lśniły w słońcu pogodnego dnia. Na odgłos trąbki prezentują broń, witając Sztandar swój stary, eskortowany przez pluton honorowy. Raz jeszcze sygnał i dowódca brygady gen. Waraksiewicz przegląda pułk, witając kolejno szwadrony. W czasie Mszy Sw. polowej trzykrotnie prezentują broń, wreszcie przemówienia, okrzyki i pułk rozwija się w kolumnę plutonów w kierunku miejsca defilady. Defilujemy przed dowódcą brygady dwukrotnie, raz w kłusie, drugi raz w galopie”. Całe święto kończy się zabawą, na której „...Gen. Waraksiewicz należał do najzapamiętalszych tancerzy, zdumiewał temperamentem i wprost młodzieńczością, kilka razy pytał mnie: „No co, panie podchorąży, który pułk kawalerii jest najlepszy”. Oczywiście sam uważał, że najlepszym pułkiem w polskiej armii jest jego ukochany 2 pułk ułanów Grochowskich. Po tym święcie koncentracja brygady została zakończona i brygada ruszyła na południe w kierunku miejscowości Łunna, aby przećwiczyć współdziałanie z piechotą. „...Piękna dotąd pogoda skończyła się, padał deszcz. Gen. Waraksiewicz, w płaszczu nieprzemakalnym z kapturem naciągniętym na głowę, wyglądał jak ogromny krasnoludek” zapisze w dalszej części wspomnień ówczesny podchorąży A.J. Dąbrowski. W strugach deszczu ćwiczono działania kawalerii i piechoty w kierunku na Zelwę, która przeszła do historii jako miejsce bitwy z wojny polsko-rosyjskiej 1792 r. Ćwiczenia zakończyły się defiladą, na szosie, pod Zelwą, wszystkich oddziałów biorących udział w manewrach. Gen. Waraksiewicz nie ukrywał zadowolenia z dobrych wyników ćwiczeń. Dodać należy, że gen. Waraksiewicz uwielbiał defilady i organizowano je z wielu okazji, a to świąt narodowych, zakończenia ćwiczeń, letnich koncentracji, czy inspekcji poszczególnych pododdziałów. Jedną z takich defilad i udział w niej gen. Waraksiewicz opisuje L. Mitkiewicz: „...Wreszcie byliśmy wszyscy ustawieni (pododdziały wchodzące w skład Suwalskiej Brygady Kawalerii — M.B.), a jakżedobrze wyrównani, gdy nadjechał powozem generał brygady Mikołaj Waraksiewicz, dowódca garnizonu suwalskiego i zarazem dowódca Suwalskiej Brygady Kawalerii. Generał Waraksiewicz przedstawiał sobą nie lada figurę. Miał on w sobie coś z Tatara, coś jakby dawny wojownik czambułów tatarskich. Czarnyz lekką siwizną na skroniachjak kruk, czarne nieco skośne oczy, olbrzymie wąsiskateż czarne, jak nieprzymierzającsmoła, maleńkiego wzrostu, utykał na lewą nogę, ale chodził wyprostowany jak świeca i nosił stale olbrzymią szablę, raczej karabelę ozdobnie inkrustowaną. Generał Waraksiewicz rozpoczął przegląd 2 pułku ułanówzłożyłem mu raport. Generał powoli, z uwagą przeszedł przed frontem pułku, prezentującego szable „Czołem moi ułani Grochowscy!”powitał nas. Nastąpiła Msza Święta połowa, odprawiona na stopniach fary, a po tym defilada”. Generał z lubością przyglądał się przechodzącym pododdziałom, najczęściej wyraźnie zadowolony.
Zadowoleni byli również z niego jego zwierzchnicy. Podczas pełnienia służby w Suwałkach został odznaczony Orderem Odrodzenia Polski IV klasy. W uzasadnieniu wniosku pisano, że tak wysokie odznaczenie przyznaje się gen. Waraksiewiczowi za zasługi „...na polu organizacji i wyszkolenia 'Wojska Polskiego. Pierwszy dowódca Dywizjonu Ułanów Polskich. Pracą i wytrwałością i zdolnościami organizacyjnymi przyczynił się do rozwinięcia Dywizjonu na pułk. Uczestnik szarży pod Krechowcami i wszystkich bojów pułku do 1918 r.” Był kawalerzystą z krwi i kości. Znakomity praktyk, nie stronił od książek i prac teoretycznych. Z dużym zainteresowaniem śledził wszelkie „nowinki” kawaleryjskie. Kiedy we wrześniu 1928 r. został ogłoszony konkurs na nowy wzór szabli polskiej gen. Waraksiewicz wziął w nim udział i opracował trzy wersje modelu nowej szabli. Konkurs rozstrzygnięto 26 września 1939r. i z siedmiu nadesłanych modeli wybrano cztery, w tym jeden opracowany przez gen. Waraksiewicza. Zlecono wykonanie po trzydzieści sztuk każdego modelu, który po przejściu odpowiednich testów w wybranych pułkach kawalerii, stały się podstawą do opracowania przez Instytut Badań Materiałów i Uzbrojenia prototypu szabli polskiej wz. 34. Od 1935 r. stała się ona bronią obowiązującą w wojsku polskim.
Funkcję dowódcy Suwalskiej Brygady Kawalerii pełnił do 31 stycznia 1931r. W wieku 51 lat został przeniesiony w stan spoczynku. Komendę brygady przekazał w ręce o 10 lat młodszego płk. dypl. Rudolfa Eugeniusza Dreszera. Gen. Waraksiewicz decyzję o tak wczesnym przeniesieniu w stan spoczynku odczuł jako dotkliwą krzywdę i nigdy nie potrafił się z nią pogodzić. Trudno dociec czym kierowały się władze decydując się na odsunięcie od czynnej służby tak rzutkiego i stosunkowo popularnego w kręgach kawalerzystów generała? Może zaważyły na tym wyraźne endeckie sympatie?

Mieczysław Bielski Fragment książki ,,Generał Brygady Mikałaj Waraksiewicz (1881-1960)
Generał Waraksiewicz z żołnierzami z Suwałk

niedziela, 3 marca 2013

Przysięga wojskowa 41 Pułku Piechoty


Przysięgam Panu Bogu:
w wierności Polsce trwać,
na mej ojczyzny progu
walecznie w szyku stać.

Za sztandar,cześć i prawa
ochoczo ruszać w bój ,
jak każe mi ustawa
i honor każe mój.

Wypełniać w lot rozkazy,
tajemnic wojska strzec,
jak żonierz - żyć bez skazy,
gdy trzeba - mężnie lec.

Przysięgi tu złożonej
dotrzymać abym mógł
na Krzyżu umęczony
tak mi dopomóż Bóg !

wtorek, 26 lutego 2013

Fotografie jak jesienne liście


Niczym okruchy historii wynajduje Arkadiusz Wasilewski zdjęcia obrońców ojczyzny z września 1939 r. Zaduszki to dobry czas, by wspomnieć tych bohaterów - podkreśla.Troje młodych ludzi na dobrze zachowanej fotografii z ostatnich przedwojennych dni. W środku stoi dziewczyna, po bokach młodzi żołnierze, jeden z nich to kapral z 10. Brygady Kawalerii Stanisława Maczka. Zdjęcie zrobiono w Bielsku Białej. Być może młodzi są rodzeństwem. Dla mnie to zdjęcie jest świadectwem epoki. Bo właśnie tacy ludzie stanęli wówczas do walki w obronie ojczyzny
Arkadiusz Wasilewski

Zaczęło się od dziadka
Arkadiusz Wasilewski od ponad 10 lat zbiera fotografie żołnierzy broniących Polski we wrześniu 1939 r. Zdopingowała go do tego historia członków rodziny. Pradziadek żony był policjantem w przedwojennym Piotrkowie. Zginął w sowieckim obozie jenieckim w Ostaszkowie.Z kolei dziadek pana Arkadiusza, starszy strzelec Józef Wasilewski, we wrześniu 1939 r. został wcielony do 41. Pułku Strzelców Suwalskich. Przedostał się pociągiem do Warszawy i walczył w rejonie ulic Filtrowej i Grójeckiej, bronił też Pól Mokotowskich - opowiada pan Arkadiusz, pokazując zdjęcie umundurowanego dziadka. Po upadku stolicy Józef Wasilewski dostał się do niewoli, potem trafił na roboty w Niemczech. Po wojnie wrócił w okolice Suwałk i często w czasie wakacji opowiadał wnukowi o kampanii wrześniowej. - To zachęciło mnie do zbierania pamiątek po polskich żołnierzach. Robię to z szacunku do tych ludzi i ich czasów dodaje.

Starszy strzelec Józef Wasilewski

Kochanej rodzinie na pamiątkę z wojny"
Nasz najukochańszy Janek padł w obronie ojczyzny we Lwowie 17.IX.1939 r. Odszedł przedwcześnie, by być naszym opiekunem w Niebie. Cześć Jego pamięci. Matka” - ta przejmująca dedykacja widnieje na odwrocie portretowego zdjęcia młodego chorążego. Pod nią dopisek: Bytom, 1.III.1946 r. Arkadiusz Wasilewski za symboliczną kwotę kupił tę fotografię od nauczyciela ze Śląska, który tłumaczył, że po wojnie z zajętego przez ZSRR Lwowa ludzie wyjeżdżali właśnie między innymi do Bytomia. Nauczycielowi zależało, żeby zdjęcie nie uległo zniszczeniu, sam jednak nie miał gdzie go trzymać. - Bardzo je cenię, bo jest dowodem tragicznych losów pojedynczych ludzi i całego kraju uważa kolekcjoner. - Dla mnie te fotografie są jak jesienne liście. Tak kojarzy mi się cały wrzesień 1939 roku.
Odznaka pułkowa bombardiera Kawki
W zbiorach koszalinianina są też zdjęcia dramatyczne: płonące przedpola Warszawy, zniszczony Gostyń w Wielkopolsce, jakiś zrujnowany most. I te najtragiczniejsze obrazy: na jednym widać poległych obrońców Grudziądza, na innym -żołnierzy piechoty i artylerii kopiących groby dla kolegów. Atmosferę czasu wojny i ostatnich lat pokoju oddają listy i żołnierskie dokumenty. Jest wśród nich datowany na 26 lutego 1938 r. list żołnierza służącego w twierdzy Modlin. Pisał go do dziewczyny mieszkającej w Krakowie. Żołnierz chwali się wyjazdem do Warszawy: w kinie zobaczył film „Ślepy zaułek” z kultową amerykańską aktorką Sylwią Sydney. Inne pamiątki: kartka z kalendarza z 2 września 1939 r. z reklamą huty Baildon i potwierdzenie dokonanej tuż przed wybuchem wojny wpłaty abonamentu radiowego. Wymowne zestawienie: wydana w lecie 1939 r. przez Ligę Popierania Turystyki broszura zachęcająca do wypoczynku w polskich wczasowiskach i egzemplarz wydrukowanego w październiku przez hitlerowców propagandowego pisma pokazującego postępy niemieckiej piechoty w Polsce. Jest i inne, odrażające świadectwo epoki: rozmówki niemiecko-polskie, które dostawali żołnierze niemieccy wkraczający w 1939 r. do Polski. A tam przetłumaczone na potrzeby najeźdźcy zwroty: „zawiążę wam oczy” czy „stawiający opór zostaną natychmiast aresztowani”.
Bagnet na niemieckim strychu
W zbiorach Wasilewskiego są też przedmioty z wojskowego wyposażenia: gwizdek dowódcy, żołnierskie maszynki do golenia, medaliki, guziki, wyprodukowana w 1933 r. menażka z wygrawerowanym imieniem Mieczysław. W wyszukiwaniu pamiątek po obrońcach ojczyzny bardzo pomocny jest Internet. Dzięki temu do kolekcji trafiają także przedmioty z zagranicy. Polski bagnet wzór 29 został znaleziony na strychu w Niemczech. Przywiózł mi go zaprzyjaźniony kolekcjoner - tłumaczy Arkadiusz Wasilewski dodając, że drugi bagnet dostał od Polaka mieszkającego we Francji. - Był w Mielnie na wakacjach. Chciał, żeby pamiątka po polskim żołnierzu wróciła do kraju. Przyjąłem ją z pełnym szacunkiem.
JAROSŁAW JURKIEWICZ

piątek, 21 grudnia 2012

Twierdza Boyen



Twierdza Boyen w Giżycku powstała w latach 1843 – 1855 jako obiekt blokujący strategiczny przesmyk pomiędzy jeziorami Niegocin i Kisajno. Na początku kwietnia 1843 r. król Fryderyk Wilhelm IV wydał rozkaz rozpoczęcia budowy twierdzy. Opracowany został projekt, który zakładał wybudowanie na planie sześcioboku ziemno–murowanego fortu zaporowego w bezpośrednim pobliżu miasta na tzw. Wyspie Giżyckiej.
 Do fortu miały prowadzić drogi wjazdowe przez bramy Giżycką, Kętrzyńską, Prochową i Wodną, zaś całość otaczać miał mur Carnota o długości 2303 m. Ceremonia wmurowania kamienia węgielnego mająca miejsce 4 września 1844 r., stanowiła początek właściwego etapu budowy Twierdzy.
 W roku 1846 postanowiono uhonorować jednego ze zwolenników i inicjatorów budowy tego obiektu, generała von Boyen, nadając powstającej twierdzy jego miano. Bastiony otrzymały nazwy: Hermann, Ludwig, Leopold (od imion generała) i Schwert, Recht oraz Licht (od symboli umieszczonych w herbie generała - Miecz, Prawo i Światło).
 Twierdza została przygotowana dla załogi liczącej około 3000 żołnierzy. Garnizon giżycki utworzono w 1859 roku. Od roku 1889 w Giżycku funkcjonowała komendantura, natomiast w 1902 roku w Twierdzy Boyen umieszczono składnicę artyleryjską.
 Z punktu widzenia strategii obronnej linia Wielkich Jezior Mazurskich odgrywała istotną rolę. W przededniu I wojny światowej naturalne elementy terenowe i wybudowane wokół Twierdzy Boyen umocnienia miały zablokować, na czas rozstrzygnięcia na froncie zachodnim, wkraczającą do Prus Wschodnich armię rosyjską. W tym momencie giżycki fort odgrywał również istotną rolę w mobilizacji wojsk na terenie Mazur, a gdy po przeprowadzeniu mobilizacji większość armii została wyprowadzona z Giżycka, w mieście pozostało pod komendą płk. Busse ok. 4000 żołnierzy. Siły te przeprowadziły liczne wypady godzące w poszczególne oddziały nadciągającej armii rosyjskiej, a następnie w sierpniu 1914 roku skutecznie broniły Twierdzy Boyen przed rosyjskim natarciem.
 Po I wojnie światowej zmieniono zastosowanie twierdzy, tworząc w niej między innymi szpital. W przededniu II wojny światowej Twierdza Boyen była jednym z punktów zbornych armii nie­mieckiej, która z terenu Prus Wschodnich wkroczyła na terytorium Polski. Brygada Forteczna „Lötzen” wchodziła w skład grupy Armii „Nord” nacierającej ku Mławie i Modlinowi i brała udział w walkach m.in. pod Wizną. W okresie wojny w fortyfikacji miał swą siedzibę ośrodek Abwehry szkolący żołnierzy z armii gen. Własowa, którzy przeszli na niemiecką stronę. W czasie ataku na miasto w styczniu 1945 roku twierdza została opuszczona bez walki.
 Od roku 1945 Twierdza Boyen przeszła w ręce Wojska Polskiego, które korzystało w niej w ograniczony sposób. W latach 50. podjęto decyzje o umiejscowieniu tutaj kilku przedsiębiorstw spożywczych, co spowodowało przekształcenia, duże zniszczenia, a przede wszystkim budowę nowych, zupełnie nie pasujących do charakteru obiektu budynków. Sytuacja ta miała miejsce do po­czątku lat 90, kiedy to większość z tych zakładów została zlikwidowana. Od tego momentu Twierdza Boyen stała się miejscem często odwiedzanym przez turystów.
 Tekst: Wojciech Chodakowski