wtorek, 26 lutego 2013

Fotografie jak jesienne liście


Niczym okruchy historii wynajduje Arkadiusz Wasilewski zdjęcia obrońców ojczyzny z września 1939 r. Zaduszki to dobry czas, by wspomnieć tych bohaterów - podkreśla.Troje młodych ludzi na dobrze zachowanej fotografii z ostatnich przedwojennych dni. W środku stoi dziewczyna, po bokach młodzi żołnierze, jeden z nich to kapral z 10. Brygady Kawalerii Stanisława Maczka. Zdjęcie zrobiono w Bielsku Białej. Być może młodzi są rodzeństwem. Dla mnie to zdjęcie jest świadectwem epoki. Bo właśnie tacy ludzie stanęli wówczas do walki w obronie ojczyzny
Arkadiusz Wasilewski

Zaczęło się od dziadka
Arkadiusz Wasilewski od ponad 10 lat zbiera fotografie żołnierzy broniących Polski we wrześniu 1939 r. Zdopingowała go do tego historia członków rodziny. Pradziadek żony był policjantem w przedwojennym Piotrkowie. Zginął w sowieckim obozie jenieckim w Ostaszkowie.Z kolei dziadek pana Arkadiusza, starszy strzelec Józef Wasilewski, we wrześniu 1939 r. został wcielony do 41. Pułku Strzelców Suwalskich. Przedostał się pociągiem do Warszawy i walczył w rejonie ulic Filtrowej i Grójeckiej, bronił też Pól Mokotowskich - opowiada pan Arkadiusz, pokazując zdjęcie umundurowanego dziadka. Po upadku stolicy Józef Wasilewski dostał się do niewoli, potem trafił na roboty w Niemczech. Po wojnie wrócił w okolice Suwałk i często w czasie wakacji opowiadał wnukowi o kampanii wrześniowej. - To zachęciło mnie do zbierania pamiątek po polskich żołnierzach. Robię to z szacunku do tych ludzi i ich czasów dodaje.

Starszy strzelec Józef Wasilewski

Kochanej rodzinie na pamiątkę z wojny"
Nasz najukochańszy Janek padł w obronie ojczyzny we Lwowie 17.IX.1939 r. Odszedł przedwcześnie, by być naszym opiekunem w Niebie. Cześć Jego pamięci. Matka” - ta przejmująca dedykacja widnieje na odwrocie portretowego zdjęcia młodego chorążego. Pod nią dopisek: Bytom, 1.III.1946 r. Arkadiusz Wasilewski za symboliczną kwotę kupił tę fotografię od nauczyciela ze Śląska, który tłumaczył, że po wojnie z zajętego przez ZSRR Lwowa ludzie wyjeżdżali właśnie między innymi do Bytomia. Nauczycielowi zależało, żeby zdjęcie nie uległo zniszczeniu, sam jednak nie miał gdzie go trzymać. - Bardzo je cenię, bo jest dowodem tragicznych losów pojedynczych ludzi i całego kraju uważa kolekcjoner. - Dla mnie te fotografie są jak jesienne liście. Tak kojarzy mi się cały wrzesień 1939 roku.
Odznaka pułkowa bombardiera Kawki
W zbiorach koszalinianina są też zdjęcia dramatyczne: płonące przedpola Warszawy, zniszczony Gostyń w Wielkopolsce, jakiś zrujnowany most. I te najtragiczniejsze obrazy: na jednym widać poległych obrońców Grudziądza, na innym -żołnierzy piechoty i artylerii kopiących groby dla kolegów. Atmosferę czasu wojny i ostatnich lat pokoju oddają listy i żołnierskie dokumenty. Jest wśród nich datowany na 26 lutego 1938 r. list żołnierza służącego w twierdzy Modlin. Pisał go do dziewczyny mieszkającej w Krakowie. Żołnierz chwali się wyjazdem do Warszawy: w kinie zobaczył film „Ślepy zaułek” z kultową amerykańską aktorką Sylwią Sydney. Inne pamiątki: kartka z kalendarza z 2 września 1939 r. z reklamą huty Baildon i potwierdzenie dokonanej tuż przed wybuchem wojny wpłaty abonamentu radiowego. Wymowne zestawienie: wydana w lecie 1939 r. przez Ligę Popierania Turystyki broszura zachęcająca do wypoczynku w polskich wczasowiskach i egzemplarz wydrukowanego w październiku przez hitlerowców propagandowego pisma pokazującego postępy niemieckiej piechoty w Polsce. Jest i inne, odrażające świadectwo epoki: rozmówki niemiecko-polskie, które dostawali żołnierze niemieccy wkraczający w 1939 r. do Polski. A tam przetłumaczone na potrzeby najeźdźcy zwroty: „zawiążę wam oczy” czy „stawiający opór zostaną natychmiast aresztowani”.
Bagnet na niemieckim strychu
W zbiorach Wasilewskiego są też przedmioty z wojskowego wyposażenia: gwizdek dowódcy, żołnierskie maszynki do golenia, medaliki, guziki, wyprodukowana w 1933 r. menażka z wygrawerowanym imieniem Mieczysław. W wyszukiwaniu pamiątek po obrońcach ojczyzny bardzo pomocny jest Internet. Dzięki temu do kolekcji trafiają także przedmioty z zagranicy. Polski bagnet wzór 29 został znaleziony na strychu w Niemczech. Przywiózł mi go zaprzyjaźniony kolekcjoner - tłumaczy Arkadiusz Wasilewski dodając, że drugi bagnet dostał od Polaka mieszkającego we Francji. - Był w Mielnie na wakacjach. Chciał, żeby pamiątka po polskim żołnierzu wróciła do kraju. Przyjąłem ją z pełnym szacunkiem.
JAROSŁAW JURKIEWICZ

piątek, 21 grudnia 2012

Twierdza Boyen



Twierdza Boyen w Giżycku powstała w latach 1843 – 1855 jako obiekt blokujący strategiczny przesmyk pomiędzy jeziorami Niegocin i Kisajno. Na początku kwietnia 1843 r. król Fryderyk Wilhelm IV wydał rozkaz rozpoczęcia budowy twierdzy. Opracowany został projekt, który zakładał wybudowanie na planie sześcioboku ziemno–murowanego fortu zaporowego w bezpośrednim pobliżu miasta na tzw. Wyspie Giżyckiej.
 Do fortu miały prowadzić drogi wjazdowe przez bramy Giżycką, Kętrzyńską, Prochową i Wodną, zaś całość otaczać miał mur Carnota o długości 2303 m. Ceremonia wmurowania kamienia węgielnego mająca miejsce 4 września 1844 r., stanowiła początek właściwego etapu budowy Twierdzy.
 W roku 1846 postanowiono uhonorować jednego ze zwolenników i inicjatorów budowy tego obiektu, generała von Boyen, nadając powstającej twierdzy jego miano. Bastiony otrzymały nazwy: Hermann, Ludwig, Leopold (od imion generała) i Schwert, Recht oraz Licht (od symboli umieszczonych w herbie generała - Miecz, Prawo i Światło).
 Twierdza została przygotowana dla załogi liczącej około 3000 żołnierzy. Garnizon giżycki utworzono w 1859 roku. Od roku 1889 w Giżycku funkcjonowała komendantura, natomiast w 1902 roku w Twierdzy Boyen umieszczono składnicę artyleryjską.
 Z punktu widzenia strategii obronnej linia Wielkich Jezior Mazurskich odgrywała istotną rolę. W przededniu I wojny światowej naturalne elementy terenowe i wybudowane wokół Twierdzy Boyen umocnienia miały zablokować, na czas rozstrzygnięcia na froncie zachodnim, wkraczającą do Prus Wschodnich armię rosyjską. W tym momencie giżycki fort odgrywał również istotną rolę w mobilizacji wojsk na terenie Mazur, a gdy po przeprowadzeniu mobilizacji większość armii została wyprowadzona z Giżycka, w mieście pozostało pod komendą płk. Busse ok. 4000 żołnierzy. Siły te przeprowadziły liczne wypady godzące w poszczególne oddziały nadciągającej armii rosyjskiej, a następnie w sierpniu 1914 roku skutecznie broniły Twierdzy Boyen przed rosyjskim natarciem.
 Po I wojnie światowej zmieniono zastosowanie twierdzy, tworząc w niej między innymi szpital. W przededniu II wojny światowej Twierdza Boyen była jednym z punktów zbornych armii nie­mieckiej, która z terenu Prus Wschodnich wkroczyła na terytorium Polski. Brygada Forteczna „Lötzen” wchodziła w skład grupy Armii „Nord” nacierającej ku Mławie i Modlinowi i brała udział w walkach m.in. pod Wizną. W okresie wojny w fortyfikacji miał swą siedzibę ośrodek Abwehry szkolący żołnierzy z armii gen. Własowa, którzy przeszli na niemiecką stronę. W czasie ataku na miasto w styczniu 1945 roku twierdza została opuszczona bez walki.
 Od roku 1945 Twierdza Boyen przeszła w ręce Wojska Polskiego, które korzystało w niej w ograniczony sposób. W latach 50. podjęto decyzje o umiejscowieniu tutaj kilku przedsiębiorstw spożywczych, co spowodowało przekształcenia, duże zniszczenia, a przede wszystkim budowę nowych, zupełnie nie pasujących do charakteru obiektu budynków. Sytuacja ta miała miejsce do po­czątku lat 90, kiedy to większość z tych zakładów została zlikwidowana. Od tego momentu Twierdza Boyen stała się miejscem często odwiedzanym przez turystów.
 Tekst: Wojciech Chodakowski